Strona główna

strona główna

Serdecznie witamy!!!


Emily Dickinson, amerykańska poetka, pisała tak:
"Jeśli zaleczę choć jedno serce
Nie będę żyła na próżno.
Jeśli choć jednej pomogę rozterce,
jednej ranie ulgą posłużę,
jeśli jednego małego ptaka
z powrotem do gniazda włożę,
nie będę żyła na próżno".

      Czy ktokolwiek chciałby żyć ze świadomością, że żyje na próżno, że nikomu nie jest jego życie potrzebne? Nie. Właśnie dlatego ma powstać Wyższa Szkoła Medyczna Sióstr Boromeuszek. Nie, nie dlatego, żebyśmy my, którzy się w jej organizację zaangażowaliśmy, mogli powiedzieć, że nie żyjemy na próżno. Powstaje dlatego, by dać szansę tym, którzy tu będą chcieli się kształcić, tym, którzy będą tu pracować, oraz tym, którzy nam w organizacji uczelni pomogą - by uzyskali świadomość, że nie żyją na próżno.
      Nasza uczelnia wyrasta z idei Jana Pawła II i będzie się ze wszystkich sił starała wpisywać w idee i pojęcie cywilizacji życia, przeciwstawiającej się cywilizacji śmierci. Uczelnia powstaje w miejscu niezwykłym, w odzyskanym kompleksie szpitalno-klasztornym Kongregacji Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza przy ul. Pomorskiej we Wrocławiu.

      Zapraszamy do zapoznania się z ideą uczelni i szpitala, które tworzymy, oraz z dziejami jej założenia.

"Jestem nie po to, by mnie kochano i podziwiano, ale po to, bym działał i kochał. Nie obowiązkiem otoczenia pomagać mnie, ale ja mam obowiązek troszczenia się o świat, o człowieka" - słowa doktora Janusza Korczaka stają się wyzwaniem także dla nas. W roku 2002 Kongregacja Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Trzebnicy odzyskuje swoją własność. Do prawowitych właścicielek, budowniczych wielkiego kompleksu szpitalnego i klasztornego ograniczonego ulicami Rydygiera, Wąską i Pomorską wracają budynki, które reżim komunistyczny zabrał siostrom "w biegu", z działającym tam szpitalem, z zadbanymi korytarzami, salami chorych, z pięknym ogrodem wewnątrz kilkuskrzydłowego obiektu. Moje pierwsze spotkanie z "Rydygierem": puste, zimne, ciemne korytarze, wyrwane drzwi, zdemolowane sale, tu i ówdzie metry kwadratowe nowej glazury, która odpadła od zgrzybiałych ścian, bo ją poprzedni gospodarze, pieczołowicie łatający kolejną warstwą farby olejnej rozpadający się budynek, kładli na oślep. Siostry odzyskały ruinę. Taka dziejowa sprawiedliwość.
      W dużej części budynku powstał już klasztor i niewielki akademik dla dziewcząt. Projekty kolejnych inwestycji i remontów wskazują, że na parterze i pierwszym piętrze znajdzie się hospicjum i zakład opiekuńczo-leczniczy. A w ciągu kamienic od strony ulicy Pomorskiej powstanie Wyższa Szkoła Medyczna ze Szpitalem Położniczo-Ginekologicznym. Będzie kształcić na trzech kierunkach studiów licencjackich zawodowych: pielęgniarstwie, położnictwie i nauce o rodzinie.
      Święty Franciszek Salezy uważał, że "kto zdobył serce człowiecze, zdobył całego człowieka". Trzebnickie boromeuszki nie mają problemu w zdobywaniu "całego człowieka" przez zdobywanie jego serca. Najpierw pojawił się więc pomysł - powołajmy uczelnię, a przy niej dom akademicki, otwarty dla świeckich i zakonnych studentów, zorganizujmy studia medyczne, pielęgniarskie, bo taki jest też charyzmat naszego Zgromadzenia. Od słowa o słowa, od pomysłu do pomysłu i kolejnych spotkań zrodziła się idea, która przybiera teraz ostateczny kształt.
      Powstaje Wyższa Szkoła Medyczna i Szpital Położniczo-Ginekologiczny. Chcemy, by w naszej uczelni kształciły się pielęgniarki, których specjalizacją będzie opieka holistyczna nad chorym oraz opieka długoterminowa, obejmująca nie tylko to, co mieści się w służbie medycznej, ale i opiekę duchową nad chorym, zaspokajanie tych potrzeb, które wykraczają poza techniczną, czysto zmedykalizowaną sferę oczekiwań. Chcemy, by nasi studenci mogli dowiedzieć się, jak opiekować się człowiekiem w podeszłym wieku, jak mu towarzyszyć wtedy, gdy potrzebna jest nie tylko tabletka, ale i pomocna dłoń albo po prostu obecność bez spoglądania na zegarek albo wsłuchiwania się, kiedy w dyżurce prztyknie czajnik z gotującą się na kawę wodą... Chcemy kształcić lepiej i bliżej człowieka. Chcemy otwarcie mówić o tym, że skupienie, modlitwa, szukanie pomocy u Tego, który jest Miłością, to źródło życia, źródło naszej siły, naszej posługi. Chcemy kształcić pielęgniarki i pielęgniarzy - świeckich i z różnych zgromadzeń zakonnych - w duchu posługi społecznej, duchowej, medycznej na najwyższym poziomie światowym, z wykorzystaniem nowoczesnej wiedzy, ale także z wyraźnym ukierunkowaniem duchowym, którego trzeba oczekiwać w uczelni katolickiej. Chcemy, przełamując okowy systemu, kształcić położne, które będą aniołami towarzyszącymi cudowi narodzin. Chcemy zmienić styl, kształt i wzorzec polskiego szkolnictwa medycznego w tym zakresie. Chcemy, by chętni do nauki położnictwa w naszej uczelni od pierwszych dni pobytu w uczelni uczyło się tych idei i metod, które budują położnictwo w Europie. Niestety, w większości wypadków nie w Polsce.
      Dlatego potrzebny jest nam szpital i miejsce narodzin dzieci. Miejsce, w którym tak, jak się nie dzieje w Polsce, będą się odbywały porody: naturalne, w ciszy i miłości, bez ostrego światła, bez zapachu szpitalnej dezynfekcji, bez koszmaru łóżka porodowego i pokrzykującego personelu, bez traumy wspomnień rodem z prasowych doniesień o "betonowym położnictwie". Akcja "Rodzić po ludzku"? Tak, ale w jeszcze piękniejszym otoczeniu, z rodziną, wśród normalnego klimatu, który pozwoli już na drugi dzień wracać do domu - przecież narodziny dziecka to nie objaw choroby, to normalny fenomen natury, więc po co katować matkę kilkudniowym pobytem w szpitalu, po co ją i dziecko trzymać niczym chorych pod lupą medyków? Szkoła medyczna, która chce nauczyć rezygnacji z zawłaszczania wszystkiego i wszystkich przed medyków? Tak. Chcemy, by matka i jej dziecko czym prędzej wracała do domu, by tam cieszyć się pierwszymi godzinami macierzyństwa. Chcemy prosić naszych studentów, by tam, zaproszeni przez rodzące, zajrzeli, by tam pomogli, by się nauczyli opieki nad niemowlęciem, by tam w tej opiece pomogli. Szpitalna część naszej uczelni będzie pozbawiona klasycznych dyżurek pielęgniarskich i lekarskich, Chcemy, by wszystko działo się w ruchu, by odprawy lekarskie i pielęgniarskie odbywały się w salach uczelni. To spowoduje, że studenci będą obserwować i uczyć się tego, jak się pracuje w szpitalu. Chcemy, by uczestniczyli w wizytach, sporządzali z nich raporty, by rejestrowali rozmowy z tymi, którzy są pacjentami szpitala. Chcemy, by tak jak to się dzieje w szpitalach amerykańskich, gdzie młodzi lekarze pracują na zasadach rezydentury, i u nas młodsi studenci uczyli się od starszych pod okiem specjalistów najwyższej klasy.
      To są idee i pomysły i marzenia, których nie uda się zrealizować tam, gdzie kształci się w sposób klasyczny - to nie krytyka, tylko stwierdzenie faktu. Chcemy, by nasi studenci uczyli się według najnowszych koncepcji, które respektując nowoczesne ustalenia medycyny, akceptują także powrót do naturalnych, zwyczajnych odruchów: matka ma prawo rodzić w ciszy, w miejscu, które zna, w otoczeniu osób, które akceptuje, wszystko, co ma ją podczas połogu spotkać, wcześniej zostanie jej opisane, przedstawione, za każdym razem będzie pytana o akceptację. Chcemy, by otwartość mówienia o wartościach i o jednoznacznym świadectwie światopoglądowym w tej uczelni możliwa, była jej wyróżnikiem.
     Nasza uczelnia będzie kształcić także specjalistów pacy środowiskowej w zakresie nauk o rodzinie. Dotąd we Wrocławiu tego typu kształcenie odbywało się w trybie podyplomowym. Chcemy dawać pełne przygotowanie do pracy socjalnej, do pracy środowiskowej, na poły psychologiczne i pedagogiczne, socjologiczne i opiekuńcze. Dzięki szerokiemu spektrum przedmiotów będziemy mogli przygotować pracowników spraw socjalnych, którzy będą mogli pomagać rodzinie wtedy, gdy takiej interwencji lub dyskretnego wspomagania będzie potrzebowała. Gdy pojawią się wyzwania nie tyko materialne, ale i psychologiczne, gdy pojawi się dramat braku potomstwa lub problemy z udźwignięciem krzyża choroby bliskich.
      Według świętego Ambrożego "najpierw trzeba płakać, a potem prosić". A my chcemy najpierw dziękować. Wszystkim, którzy uwierzyli, że w zrujnowanych budynkach przy ul. Pomorskiej we Wrocławiu może zatętnić śmiech studentów, radość nowego życia, oddech matek. Że ciemne i zimne korytarze da się zmienić w przyjazną dobrą przestrzeń nauki i cudu narodzin. Że znajdzie się cierpliwe nauczycielki, dobre siostry, opiekunów tych, którzy będą tutaj trafiać.
       Potrzebujemy wsparcia - modlitwą i każdym możliwym darem pieniężnym i materialnym. Dziękujemy naszym mecenasom, tym, którzy w Polsce i poza jej granicami uznali, że Wyższa Szkoła Medyczna Sióstr Boromeuszek we Wrocławiu będzie żywym pomnikiem idei Ewangelii Życia. Boromeuszki służą tej idei od 350 z górą lat. Na ziemi śląskiej od ponad 150. We Wrocławiu, choć z dramatyczną przerwą, już od wieku. Wróciły tu po kilkudziesięciu latach nieobecności. Nie pozostawiajmy ich samymi wobec wyzwań, jakie stawia ucieleśnienie idei Wyższej Szkoły Medycznej. Uczelni, która rodzi się w projektach rewelacyjnej dydaktyki, która ma świetną kadrę, która spod piór architektów ukazuje się pięknem nowoczesnej architektury i niespotykanych rozwiązań budowlanych. Nich ta idea stanie się udziałem nas wszystkich.

Igor Borkowski


Licząc na zrozumienie, zapewniamy o szczerej życzliwości oraz o modlitwie.

Bank Polska Kasa Opieki S.A.I Oddział we Wrocławiu,ul. Oławska 2
Kongregacja Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Trzebnicy: 55-100 Trzebnica, ul. Ks. Dz. W. Bochenka 30, Nr rachunku 15 1240 1994 1111 0010 0788 3599
s.Ewa – Joanna Jędrzejak; ul. Ks.Bochenka 30; 55-100 Trzebnica;(71)387 41 11 lub 509 437 479

pobierz blankiet przekazu do druku



design by małpiszon